W wypełnionej po brzegi sali kinowej goście pokazu obejrzeli film w ciszy i wielkim skupieniu. Dopiero po chwili przerwy rozległy się burzliwe oklaski skierowane pod adresem przybyłego na pokaz reżysera.
- Ten film bardzo długo czekał na możliwość realizacji - przyznał Andrzej Wajda. - Od zakończenia drugiej wojny światowej do upadku PRL-u obowiązywało kłamstwo katyńskie, które obok samej zbrodni jest głównym tematem mojego filmu. Ofiarą zbrodni katyńskiej jest mój ojciec Jakub Wajda kapitan 72 pułku piechoty w Radomiu, ofiarą kłamstwa zaś moja matka, która do końca życia wierzyła, że ojciec powróci. Nie potrafiła zrozumieć, że możliwe było mordowanie bez żadnego powodu. Oficerów, którzy nie stawiali przecież żadnego oporu i szli do niewoli w głębokim przekonaniu, że ciągle obowiązują święte zasady jeńców wojennych.
- Ten film pokazuje - dodał reżyser -że wszystkie systemy totalitarne, bez względu na to, czy jest to system hitlerowski, czy stalinowski jeśli chcą władać społeczeństwem muszą pozbyć się inteligencji. Bo to ona stanowi największą świadomość narodu, a przez to jest największą przeszkodę w jego ujarzmieniu.
Andrzej Wajda podkreślił też, że jego "Katyń" nie jest wymierzony w żaden konkretny naród. Lecz stanowi ostrzeżenie przez systemem totalitarnym w ogóle.




